„Maćki” wg Fanboja Apple, czyli felieton o trudnej miłości do gadżetów…

Tak, jestem fanbojem Apple i jest mi z tym dobrze. Co więcej, swoją miłość postanowiłem opisać w felietonie, który własnie czytacie. Ale jeśli macie zamiar pomyśleć, że ten artykuł jest sponsorowany, zachęcam do przewinięcia do sekcji „Trudna miłość, czyli dlaczego jednocześnie nie cierpię Apple...”.

Jak zostaje się Fanbojem Apple ? Różnie. Oto moja historia..

Od dziecka marzyłem o posiadaniu komputera Apple. Zaczęło się to za czasów Amiga i artykułów z magazynów sprowadzanych z zagranicy przez mojego bogatego znajomego. Obserwowałem rozwój Amigi 500 i jej szczyt popularności w postaci modelu 600 i 1200. Potem były próby wejścia w PowerPC i niestety Amiga umarła śmiercią ekonomiczną… Zjadły ją “brudne pecety”. Macintoshe wydawały mi się naturalnym kontynuatorem idei Amiga. Do tego były takie piękne… obłe… iMac z przeźroczystą obudową All in One na tamte czasy był dla mnie ucieleśnieniem ideału wyglądu komputera.

I co z tego? Nie stać mnie było na takie cudo. W Polsce nie było wtedy jeszcze iSpotów, a ja z kieszonkowego mogłem kupić co najwyżej pirackie (wtedy jeszcze nie było prawa regulującego ten temat) gry na Amiga 500.

W ogólniaku dostałem od Ojca pierwszego PC – Intel Pentium 100. Od komputera 486 mojego kolegi różnił się (poza tym, że był ciut szybszy) kartą dźwiękową. Kartą dźwiękową? Przecież moja Amiga 500 miała to w standardzie 5 lat wcześniej. Potem był Pentium 200 MMX, Duron 700, Pentium 4 (pierwszy komputer który kupiłem za własne pieniądze). Podczas mojego emigracyjnego epizodu pierwszy raz zobaczyłem na żywo MacBook G4. To co przeżyłem nie da się opisać w słowach.

Eksperymentowałem wcześniej trochę z linuksami i próbowałem zmierzyć się z interfejsem Compiz. Kto pamięta wsparcie dla driverów ATI w latach 200X ten wie, że dla Geeka-amatora z internetem na modemie 56K nie był to prosty wyczyn. Po długich bojach się udało, ale przeżycie było traumatyczne. Po czym kolega Norweg pokazuje mi swojego MacBooka i mówi, że coś takiego jak Compiz w Apple jest już od dawna i nawet działa!

Aaargh!!!!

Wtedy miałem jeszcze ambicje zostać światowej sławy grafikiem. Na szczęście dla Sceny Grafiki nic z tego nie wyszło, ale sentyment pozostał. Moje próby zdobycia pracy w agencjach reklamy w Irlandii spełzły na niczym, bo wszyscy używali iMaców! Troszkę głupio wyglądałem na rozmowach wstępnych usilnie próbując kliknąć prawym przyciskiem myszy na jednoprzyciskowej myszy Apple…

Po kilku latach pracy w korpo wreszcie stwierdziłem, że stać mnie na iGadżety. Kroplą, która zaważyła na mojej decyzji, był start sklepu iTunes Polska. Zacząłem nieśmiało – od iPoda Nano 6 generacji. Najlepiej wydane 600 zł od dawien dawna. Co z tego, że pewnie zwykłą mp3 mogłem dostać za połowę tej ceny. Synchronizacja z iTunes, moc akumulatora i wygląd to był strzał w 10. Co z tego, że nie miał WIFI czy BT. Na siłownię i długie spacery wystarczał w zupełności.

W między czasie rozpocząłem też przygodę ze smartfonami. „Po co komu Smartfon skoro do dzwonienia wystarczy Nokia Classic?” powiedziałby nasz redaktor  Darek. Zaczęło się od poczty mobilnej i notatek na HTC Diamond. Z rysikem wyglądało się uber cool. Jednakże problem z Windows Mobile był z aplikacjami… a dokładnie w ich braku.

Także, gdy Android zrobił się popularny szybciutko przesiadłem się na HTC Desire z Android 2.1.

Facebook! Google Market! Aplikacje! Wow!

…i komunikat – Nie masz miejsca na dysku.

Co? Jak to nie mam miejsca na dysku? Przecież mam 8gb kartę pamięci. No tak, ale w Android aplikacje pozostawiają dane na partycji systemowej, która w telefonie HTC Desire nie jest za duża. No to co? Rootujemy? Rootujemy! Na chwilę pomogło, ale nie na długo. W między czasie skończył mi się abonament na telefon, a w T-Mobile pojawiły się iPady3.

Widziałem wcześniej w działaniu pierwszego iPada więc długo się nie zastanawiałem. Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez tabletu. W zasadzie zaczynam go i kończę z iPadem. Do tego na wyjazdy jest idealny. 3G jest coraz bardziej popularne i pakiet 10gb wystarcza na dość długo.

Wspominałem, że rooting HTC pomógł tylko częściowo – zainstalowałem CyanoGenMod i Desire dostał drugie życie. Pozbyłem się crapware’u, ale po 3 latach użytkowania mój telfon nie wyglądał już zbyt reprezentacyjnie.  Nie wiem czy ten plastik w Androidach jest biodegradowalny, ale tak właśnie wygląda – telefon rozpada się w palcach. Nie wspomnę już o zawieszaniu się systemu i ogólnej toporności.

Pokemon! Got to catch them all!

Pod wpływem impulsu zamówiłem iPhone4S. Telefon solidny (wytrzymał moje crash testy) i stylowy. Całkowiecie zastąpił iPoda Nano. iOSX nie ma widżetów, jak w Androidzie, ale przynajmniej wszystko działa jak należy.

Potem jeszcze kupiłem MacMini i zostałem kompletnie “zjabolowany”. Mac nie jest najszybszy (C2D 2GHZ 2GBram) i najnowszy (Wersja z 2007r) i operuje na już „przedpotopowym” Mac Os X Snow Leopard, ale i tak pracuje stabilniej niż mój 2 letni PC. No i wszystko co potrzebuję DZIAŁA. Nie trzeba męczyć się z sterownikami, system jest przejrzysty, aplikacje są przemyślane. Zero problemów. Na MacBooka z Retiną jeszcze długo nie będzie mnie stać – ale w życiu trzeba mieć jakieś cele 🙂

Kawałki układanki stanowią teraz całość… świat jest piękniejszy … a ja biedniejszy o kilka tysięcy… Ale było warto.

Tak właśnie postanowiłem „wyjść z szafy” i oznajmić światu swoją orientację 🙂 – Jestem fanboyem Apple. I co mi zrobicie?



Trudna miłość, czyli dlaczego jednocześnie nie cierpię Apple

Ceny...

Żeby równowaga została zachowana nie mogę cały czas słodzić korporacji z Cupertino. Wyleję więc nieco gorzkich żalów.. dobra… na widok MacBooka z Retiną mam miękkie kolana, ale dlaczego do jasnej anielki to jest takie drogie w Polsce? Różnica pomiędzy MacBookiem w US, a Polską to około 3000 PLN. Apple ogólnie jest drogi w porównaniu do konkurencji, a za jakość trzeba płacić, ale taki rozstrzał cenowy to jest przegięcie.

Brak odwagi…

Przejdźmy do samego produktu, iOSX i MacOSX są proste do bólu, brak w nich innowacyjności, moja geekerska natura jest niepocieszona, że Apple boi się eksperymentować. Wiem wiem… Zen, prostota i minimalizm. Jaaaasne.

JailBreak…

Apple nie potrafi bądź nie chce dogadać się z sceną JailBreakową. Nie ma nic bardziej geekowego niż Jailbreak. To siła napędowa rozwoju. Ja rozumiem, że firma chce zachować 100% kontrolę nad swoimi systemami, ale można przecież bardziej otworzyć się na swoich, co bardziej ogarniętych, fanów. No i dlaczego jeżeli ja chcę napisać jakąś prostą aplikacyjkę dla siebie na iPada to muszę płacić Apple 100 dolców rocznie? Na MacOsX SDK jest darmowe. WTF?

Nowy Ipad..

Poza tym wkurzyli mnie ostatnio z wycofaniem „nowego ipada”  po pół roku od premiery. Toć mogli poczekać z tą swoją decyzją strategiczną, a nie naciągać frajerów takich jak ja na kilka tysięcy.

„Amazing, Revolutionary, Amazing … Amazing… Amazing…”

Steve Jobs nie żyje. Czas się z tym pogodzić i wziąć do roboty.

Przeczytaj także...

1 Response

  1. DanBK napisał(a):

    „Jestem fanboyem Apple. I co mi zrobicie?” Na stos z nim!

Dodaj komentarz