Angry Geeks: Head Hunter’s season


 

Czy zdarzyło wam się odebrać telefon od numeru, którego nie kojarzycie, a rozmowa w pierwszych kilku zdaniach zawierała „mam dla Pani/Pana świetną ofertę pracy”, „czy mogłabym (rzadziej mógłbym – przyp. red) zabrać kilka minut czasu, aby przedstawić Pani/Panu kilka informacji o projekcie, do którego właśnie prowadzę rekrutację?”. Nie wspominając już o kilotonach maili i innego spamu utrzymanego w tym samym podniosłym tonie o okazji życia, która już nigdy się nie powtórzy… Czy dostajecie na swoje skrzynki na portalach LinkedIn oraz Goldeline podobnie brzmiące wiadomości? Jak często jesteście zadowoleni z otrzymanej oferty? Czy odpowiadacie na wszystkie? Jak szybko odfiltrować zwykły HR-spam i HH-spam? Nie irytuje Was nachalność niektórych firm rekrutujących? Poniżej moja zdanie na temat Head Hunterów.

Mięso…

Tym właśnie jesteśmy – mięsem dla Head Hunterów. Tak przynajmniej się czuje po n-tym telefonie i po przeczytaniu pierdyliardowej wiadomości. Przecież Ci, z bożej łaski, rekruterzy (przepraszam za uogólnienie tych, którzy swoją robotę wykonują profesjonalnie i rzetelnie – niestety jest takich na lekarstwo) na nas zarabiają, to my jesteśmy dla nich produktem, którego trzeba urobić przerobić i podać klientowi, który za rekomendację od firmy rekrutującej płaci jakąś określoną kwotę. Naprawdę świetnie jest kiedy rekruter/rekruterka zna wymagania na stanowisko, na jakie próbuje skusić. Świetnie jeśli orientuje się w technologii, o której chce porozmawiać. Gorzej jeśli pojawia się pytanie o znajomość „Windows 2008ESX” (tak, tak), Orakle (no dobra fonetycznie… niech będzie), albo „nie pamiętam dokładnie, ale było coś o wirtualnej rzeczywistości” (chodziło o produkty VMWare). Nic mnie tak nie irytuje jak brak znajomości, choćby powierzchownej, technologii o które pan lub pani wypytuje.
Gdy już jednak podejmiemy rozmowy z agencją, a konkretnie z danym jej reprezentantem lub reprezentantką zapomnijmy o jakimkolwiek kontakcie po nieudanych rozmowach z firmą docelową – nie ma umowy, nie ma dealu, nie ma prowizji – nie jesteśmy już ich najlepszymi znajomymi ;) i pewnie nie będziemy do kolejnej rekrutacji…

Śmiechowe statystyki i rekomendacje

Czytaliście kiedyś opracowania pewniej znanej firmy (na tych opracowaniach bazuje większość działów HR i firm rekrutacyjnych – bo jakoś ciężko mi sobie wyobrazić innych odbiorców tych raportów), które np. zawierają stwierdzenie, że laptop i służbowa komórka to benefit dla pracownika? Powiedzcie mi czy kiedykolwiek laptop i komórka kojarzyła Wam się z jakimkolwiek benefitem? Rozumiem benefit w postaci: zwrotu za dojazdy do pracy, dofinansowania kupna roweru, czy też karty sportowej, ale traktowanie sprzętu niezbędnego do pracy jako benefit? Nie wiem jak Wam, ale mi laptop i komórka oznacza tyle, że pracodawca przewiduje tyle pracy na danym stanowisku, że musisz być non-stop dostępny/dostępna, a ponadto oczekuje się od Ciebie pracy poza szeroko rozumianymi „Office hours”. Tak więc drodzy rekruterzy, laptop i komórka to nie jest to na co można się połasić ;)

Trudne pytania, trudne odpowiedzi

Bardzo mnie często dziwi fakt, że dzwoniący są zaskoczeni pytaniami typu:

  • Czy praca jest na umowę o pracę (na czas nieokreślony)?
  • Jakie są godziny pracy?
  • Czy czas pracy jest elastyczny?
  • Jakie są konkretne widełki zarobków?
  • Czy pracodawca przewiduje pracę z domu?

Nie potrafię zrozumieć zdziwienia tymi pytaniami, ale jestem w stanie założyć, że head hunter po prostu ma nikłe pojęcie o firmie, do której rekrutuje, o ich polityce i kulturze pracy, dla niego liczy się tylko prowizja za nasze CV.
Jednak rekruterzy (Ci źli – z agencji rekruterskich) są mistrzami w zadawaniu irytujących pytań:

  • Ile chciałby Pan zarabiać? (o tym poniżej)
  • Czemu chce Pan zmienić pracę? (ja nie chcę – to wy do mnie dzwonicie ;) )
  • Proszę powiedzieć coś o sobie (tzn co?)

Jestem konkretnych człowiekiem i mam się za osobę poważną (tym bardziej jeśli chodzi o rozmowy dotyczące pracy), i tego samego oczekuje od osoby, która chce mnie koniecznie namówić na zmianę pracy… Niestety częściej czuje wielki zawód.

Nieuczciwe praktyki po stronie agencji rekruterskich

Co tu dużo pisać, handel naszymi danymi to dość popularny zwyczaj, wielokrotnie otrzymywałem maile od agencji do których CV nie wysyłałem, ale to nic :) zachęcam do zapoznania się z poniższymi artykułami:
Head Hunting – możliwości i zagrożenia
Jak łowcy głów handlują CV
Spotkaliście się z takim postępowaniem?

Coś o czym nie wypada rozmawiać dżentelmenom

Tak, pieniądze to coś co może skusić człowieka do zmiany pracy. Oczywiście w dzisiejszych czasach kusi się kandydatów także cudownymi frazesami:

  • pracę pełną wyzwań;
  • pracę w młodym (dynamicznym) zespole;
  • możliwość udziału w ciekawych projektach
  • możliwość rozwoju zawodowego
  • atrakcyjne warunki zatrudnienia
  • wdrożenie przez wysoko wyspecjalizowaną kadrę inżynierską

I wszystko świetnie, ale zawsze brakuje mi tam pozycji zarobki: XXXX – YYYY, albo nawet XXXX-ZZZZZ ;) przecież wiadomo, że każda firma posiada tzw. „widełki” na dane stanowisko. A poza tym można śmiało założyć, że dzięki wyzwaniom, rodziny się nie wykarmi ;)
Niestety wiadomo, że agencja rekrutacyjna zna widełki na dane stanowisko, ale nie bardzo chce się dzielić tą informacją. I często pada głupie pytanie: „Ile chciałby Pan zarabiać?” Pytanie jest głupie, bo ja chciałbym zarabiać milion złotych. Pytanie powinno brzmieć – „Firma X oferuje na tym stanowisku YYYY – ZZZZZ PLN, czy zgadza się pan na prowadzenie dalszych rozmów?

Trolling, lvl expert

Kiedy czytam, takie jak ten „podobno autentyczny” list motywacyjny zdecydowanie czuję i wiem co autor (o ile istniał kiedykolwiek) miał na myśli. I coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że taki list motywacyjny należy sobie stworzyć, najlepiej także po angielsku

Jako, że szanuje siebie i swoją obecną pracę rozpocząłem jakiś czas temu rozsyłać do agencji/firm zajmujących się rekrutacją maila o stosownej treści:
Na podstawie Ustawy o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r. (Dz. U. 1997 r. Nr 133 poz. 883) art. 32 ust. 1 pkt 6 żądam stałego wstrzymania przetwarzania oraz usunięcia moich danych osobowych z państwa baz danych.
Muszę tu dodać, że niektóre firmy reagują bardzo profesjonalnie i przesyłają nawet potwierdzenie usunięcia danych, inne zaś odpowiadają w stylu, „nie bardzo rozumiem o co Panu chodzi, pańskie dane mam od koleżanki” (autentyk) :)
Jeśli dbacie o siebie, macie szacunek do własnej osoby gorąco zachęcam do dwóch rzeczy:

  • wysłania odpowiedniego maila do nachalnych firm head hunterskich
  • znalezienia jakiejś porządnej i uczciwej firmy z tej branży ;)

Kończąc – znacie jakieś porządne firmy rekrutacyjne?


Podobne Tematy:

  • Adam

    Tekst bardzo fajny, miło się czytało :) Na szczęście nie miałem jeszcze kontaktu z żadną firmą HH i dobrze mi z tym mam nadzieję, że długo tak zostanie.

  • Zgadzam się, że tekst zacny, tym niemniej dam głowę, że bardzo wielu ludzi w naszym kraju chciałoby mieć takie właśnie problemy jak opisane tu przez Pana :)

  • Anonim

    Temat jest mi znany i na codzień borykam się z uciążliwymi hh. Do tego jeśli chodzi o linkedin dochodzą agencje z innych krajów np. Berlin (najczęściej), ew. Wielka Brytania. Ostatnio nawet z jakiś małych wysepek będących rajem podatkowym i siedliskiem firm związanych z hazardem online :).

    Podsumowując trzeba wiedzieć jak wybrnąć z konwersacji żeby przypadkiem nie dzwonili do Ciebie co kilka miesięcy albo chociaż raz na rok.
    Na plus za to że coraz częściej podają widełki – te najniższe bo ja zazwyczaj podaje kwoty zaporowe żeby potem schodzić w dół jeśli to będzie warte zachodu.