Angry Geeks – kasa w IT, czyli o czym nie powinni rozmawiać gentlemani


 

AngryGeeks_ikonaKilka dni temu trafiłem na fejsuniu na artykuł o IT-arystokracji, w którym to autor Pan Tomasz Molga przedstawia ludzi związanych z IT jako pazerne, rozwydrzone, dwulicowe, wredne i rozpuszczone bydło. Zdaję sobie sprawę z tego, że takie artykuły pisze się po to, aby wywołać dyskusję, ale nie do końca byłem przekonany o tym, czy to jest napisane „na serio” czy też jest to zwykły trolling. W pierwszym momencie pomyślałem sobie, że trzeba podjąć rękawicę i wdać się w agresywną polemikę. Później wypiłem kubek kawy, porozmawiałem ze znajomymi IT-arystokratami, przeczytałem raz jeszcze artykuł, a w tak zwanym międzyczasie Pan Paweł Nowak już celnie zripostował byłego publicystę Wprost. Jednak dla mnie to wciąż trochę za mało, więc oto kilka moich słów.

Rdzeń IT-arystokracji – rozwój.

Zanim zgłębimy temat, słowem wtrącenia zaznaczam, iż będę tu posługiwał się słowami typu – informatyk (jako ogół ludzi z wiedzą techniczno-komputerowo-systemowo-sprzętowo-programistyczną :) ), nerd lub haker.
Na wstępie warto zaznaczyć, że większość pracowników w branży IT jakich znam (niektórych nawet po kilkadziesiąt lat :) ) to ludzie wykształceni (nie tylko na publicznych lub prywatnych uczelniach), stale rozwijający swoje umiejętności, podnoszący kwalifikacje z dnia na dzień niemalże. Wszystko to dlatego, że szeroko rozumiany świat IT rozwija się (można chyba tak uznać) wg prawa Moore’a stanowiącego, że moc obliczeniowa podwaja się co 24 miesiące w oryginale – liczba tranzystorów w procesorze podwaja się co roku. Wynika to z obserwacji i często jest odnoszone także do przepustowości sieci teleinformatycznych. Więc dlaczego pensje informatyków nie powinny rosnąc w tym samym tempie? Już kiedyś pisałem, że chciałbym zarabiać milion złotych, ale w rzeczywistości zarabiam tyle ile ktoś jest w stanie w danym momencie zapłacić za moje umiejętności i wiedzę. Czy to się nie nazywa wolny rynek?

money---coins-and-banknotes-1429268-m

Moja praca nie kończy się wraz z trzaśnięciem drzwiami biura, a po wejściu do domu rzadko mogę otworzyć małe zimne, i rozwalić się przed TV, z reguły odpalam laptopa i myślę jak usprawnić moją pracę dnia następnego. Jestem niemal pewien, że nie jestem odosobniony ;). Mało tego, nie nazwałbym tego pracoholizmem (zaraz, czy ja się właśnie przyznałem przez zaprzeczenie?), dla mnie praca, którą wykonuje to hobby, styl życia i (o zgrozo!) relaks.

Do pracy potrzebuje nie tylko ołówka i kartki papieru, ale sprzętu, technologi i wiedzy. Szkoleń, sympozjów i ogólnie pojętej „integracji” z moim środowiskiem. To wszystko kosztuje. Przede wszystkim wiedza. Studia, szkolenia (te drugie potrafią kosztować 20 000 zielonych Benjaminów) są niezbędne w pracy IT-arystokracji, bo IT się ciągle rozwija, a sami informatycy żądni z reguły są informacji (zaraz, przecież IT to INFORMATION Technology). Potrzebujemy więc tego wszystkiego by żyć i pracować dla dobra firmy. To, że przy okazji zarabiamy… no cóż.

Z czego żyje IT-arystokracja.

Nic odkrywczego zamieniamy naszą wiedzę i umiejętności w walutę. Nie żyjemy bitami czy bajtami, wyzwania i projekty nas nie wykarmią. Potrzebujemy kasy. Na co? Na hobby, na nowe Raspbery Pi, na Odroida, na nowego MacBooka, na router do domu (musi działać, być niezawodny i musi umożliwiać utworzenie tzw. honeypotów ;) ), kino, książki, lub różne gry i bilard. Za zasiłek dla bezrobotnych se nie kupimy. O! Byłbym zapomniał, mamy też w większości rodziny, domy lub mieszkania (na kredyt od lichwiarzy, bo nie stać nas na kupno rodzinnego gniazdka po pierwszej wypłacie). Dzieci jedzą, uczą się, poznają świat, za nasze pieniądze, bo za darmo to już nic nie ma, ale to się chyba wszystko nazywa wolny rynek (inflacja, podaż, popyt, PKB i inne mało istotne dla życia pierdoły). Nie pracujemy dla glorii i chwały tylko dla pieniędzy, więc jeśli ktoś oferuje nam $zarobki=$obecne_zarobki + $x, to co w tym złego? Takie prawo rynku. Nikt nie bronił zostać IT-arystokracją. Chyba :).
Ja należę chyba do grona najbardziej rozpieszczonych IT-arystokratów, bo swego czasu zmieniałem pracę, średnio co 6 miesięcy. Zazwyczaj bez żalu z mojej strony, bo niby dlaczego mam zarabiać na chleb i czekoladę w niesprzyjających warunkach, albo w atmosferze tak kwaśniej, że ogórki wystarczyło położyć na biurku o 9 rano, a o 9:05 były ukiszone. Przepraszam w imię czego mam chodzić do pracy jak do obozu? W imię lojalności? W imię zasad? Honoru?
W artykule pana Tomasza przytoczona jest przekomiczna akcja, kiedy to dyrektor firmy po zorientowaniu się, że jego pracownicy przechodzą do konkurencji, bo tam dostają samochód służbowy, idzie i kupuje w salonie 100 (sto!!!) samochodów, dla swoich pracowników, aby nie odchodzili. I tu pojawia się pytanie – czy nie można było wysłuchać ich próśb o podwyżkę lub auto wcześniej? Musiał powstać ból dupy związany z tym, że się „sprzedali”? Na moje pracownicy się nie sprzedali, tylko poczuli się docenieni i poszli tam gdzie pewnie miało im być (i wierzę, że było) lepiej. Z kolei Pan Paweł słusznie zauważył w swojej ripoście, że nie zawsze odchodzi się dla pieniędzy czy wartości materialnych.

Co daje IT-arystokracja światu

Hmm… Wszystko? Znacie jakiś sektor który radzi sobie bez szeroko pojmowanego IT? Pan Tomasz musiał użyć laptopa, telefonu lub tabletu aby spłodzić swoje dzieło. Ktoś musiał zbudować sieć po której ów artykuł mógł trafić do każdego buszującego w zbożu, tzn. w Internecie. Śmiem twierdzić, że w obecnych czasach to chyba tylko korzystając ze sławojki nie korzystamy z technologii IT (chociaż ja tam zabieram tablet/telefon/e-czytnik, bo tam się można w pełni na czymś skupić ;) ). Szpital – IT, elektrownia – IT, oczyszczalnia ścieków – IT, wojsko-IT, bank – IT przez duże „I” i przez duże „S” jak security (tym specjalistom to się dopiero płaci ;) ) Wszędzie IT ;) wszędzie, wszędzie. (W sortowni śmieci też pewnie znajdzie się jakiś komputer ;) )

Czy IT-arystokracja jest głupia?

Nie. To ludzie, którzy spędzili lwią część swojej młodości na klepaniu kodu, rozkręcaniu/skręcaniu sprzętu, czytaniu, hakowaniu, a przede wszystkim na nauce. Matematyki. Logiki. Całek. Angielskiego. Teorii drutów i obwodów. Fizyki. I wielu, wielu, naprawdę wielu innych ciężkich zagadnień, o którym humanistom i filozofom się nie śniło. Ci z IT to naprawdę inteligentni i fajni ludzie. Ze specyficznym nerdowskim poczuciem humoru. Czemu fajny ludź ma zarabiać nie-fajnie? Wszystko rozbija się także o to, że IT-arystokracja w swoim zamkniętym gronie jest dość zgrana i wymienia się wiedzą i informacjami. Wszyscy wiemy, że branża IT się rozwija i jest to trend, nie balon, który pęknie (no może za 100 lat). Specjalistów IT brakuje wszędzie, a na drzewach nie chcą rosnąć, stąd też najlepsi zarabiają tyle ile ktoś im jest w stanie dać i dołożyć nawet i Volvo. Bardzo często specjaliści obierają kierunek za granicę, bo tam i godziwe stawki i nikt w portfel z (czysto polską) zawiścią nie zagląda. Je jednak będę dobroduszny i dołączę zdjęcie z mojej piwnicy (tak aby rozwiać wszelkie wątpliwości):

 8mil

My Panie Tomaszu jesteśmy ekspertami, potrafimy wszystko i oczekujemy, że ktoś nam za to zapłaci :). Nie zaglądamy też nikomu w skarpety i portfele, wolimy patrzeć jak się nasze napychają. Nie mógł Pan się przyczepić managerów, bankowców? Poczytałbym, pokiwał głową i wrócił do pracy. A tak… to jedynie polecam:

66872_masc-na-bol-dupy
Ja tymczasem wracam do pracy, w klimatyzowanym biurze, gdzie urocze panie odziane w bardzo skąpe stroje dostarczają cudownie schłodzone napoje z palemką.
Czy was też ogarnął wewnętrzny niesmak, po przeczytaniu artykułu o rozbestwionej IT-arystokracji?


Podobne Tematy:

  • Anonim

    dobrze napisane – sam nie ukończyłem studiów bo pracowałem ale po 15 czy 20 latach w dupie mam pracę za 5tys/mc w podlaskim jak takie pieniądze dzięki doświadczeniu i latach praktyki, nauki zarobię pracując 2h dziennie nie wychodząc z domu – uwielbiam „biznesmenów” co chcą kopię Amazona za 1000zł – powodzenia im życzę i serdecznie pier…. Nie po to codziennie się rozwijam, żeby zarabiać tyle co pracownik po 2h szkolenia.

  • Anonim

    Dobry tekst, na ból dupy pracodawców. można tylko zareagować uśmiechem. Ale to „ciężkich zagadnień, o którym humanistom i filozofom się nie śniło” było już odrobinkę żenujące. Pozdrawiam.

    • Łukasz Skalikow

      To zależy co nazwać „ciężkim zagadnieniem” :) Tłumaczenie niektórym co to jest ISCSI i czym się różni od NAS może powodować ziewanie lub dramatyczną próbę zmiany tematu :)

      Bo widzisz, powszchnie sie uważa, ze medycyna i prawo to trudne dziedziny – a tak naprawdę to ogromniej mierze pamięciówa – zakuwanie książek na pamięć. IT to pamięciówa, plus dogłębne zrozumienie jak coś działa, plus myślenie analityczne, matematyka i nieraz zdolności manualne. No i mało która branża, tak szybko ewoluuje i wymaga ciągłej nauki. IT to nie jest restartowanie komputera i przywracanie systemów. To miał autor na myśli.

      • Anonim

        Z tą częścią twierdzenia się zgadzam – chyba nikt przytomny nie twierdzi, że zagadnienia IT są łatwe. Chodziło mi raczej o a) zaszufladkowanie dużej grupy ludzi jako „humanistów”, b) zasugerowanie, że oni to o ciężkich rzeczach nie myślą (bo taki wypływa jednak wniosek, biorąc pod uwagę kontekst argumentu).
        Zauważam w środowisku informatycznym taki bezkrytyczny samozachwyt, który często wyraża się w traktowaniu innych profesji z góry. McDonald, humaniści, kible w Irlandii etc. Może się czepiam; jeżeli użyłem zbyt mocnych słów, to autora przepraszam. Po prostu uważam, że nie trzeba umniejszać innym, żeby bronić własnej racji. Pozdrawiam!

        • Chodziło mi raczej o nawiązanie do pretensji zawartej w oryginalnym artykule, gdzie autor jest zbulwersowany tym, że pracownicy IT nadużywają technicznego slangu. Moim zdaniem tą pretensją chce zamaskować własną ignorancję techniki i otaczającego świata. Gdy ja słyszę slang prawniczy, lekarski to staram się znaleźć znaczenie słów i slang zrozumieć.
          Mój wpis miał mieć charakter ironiczno-prześmiewczy, bo nic mnie tak nie rusza jak nazywanie mnie i moich znajomych bandą rozpuszczonych chamów.

  • O tym, że kłamiesz zorientowałem się dopiero jak pokazałeś zdjęcie z piwnicy. Przecież powszechnie wiadomo, że to właśnie IT-arystokracja chciała się jeszcze bardziej dorobić.. więc stworzyliśmy sobie „pieniądze z niczego”, ekhm… mam na myśli bitcoiny, dzięki czemu dopiero teraz jesteśmy prawdziwymi krezusami :)

    Więc nie wciskaj ludowi kitu, że baxy trzymasz w piwnicy.. bo powszechnie wiadomo, że mamy wszystko w kryptowalutach.. pytanie tylko czy btc, ltc, czy doge :)

    • Łukasz Skalikow

      Piotr troszeczkę naściemiał. Już dawno wywiózł banknoty ze swojej piwnicy, bo ma tam serwerownię, a ubezpieczyciel kategorycznie zabrania przechowywania tam materiałów łatwopalnych. ( Podobno ma trochę bilonu w skrzyniach ;))

      PS.Genialna uwaga n/t bitcoinów ;)