Angry Geeks: Krosowy czy krosowany, czyli sieciowa „Szklana pułapka”


 

Nazwy nowinek z dziedziny IT i ogólnie technologii, w zdecydowanej większość mają swój początek w języku angielskim, a co za tym idzie nie mają polskiego odpowiednika. Część nazw pozostawiana jest w formie niezmienionej (i tak według mnie jest najlepiej), część z lepszym lub gorszym skutkiem jest tłumaczona na język polski, co czasem nie dość, że powoduje uśmiech politowania nad autorem, to jeszcze, co gorsze, wprowadza problemy w komunikacji. Zdarzają się również perełki radosnego słowotwórstwa, które są dość pomysłowe, choćby taki „pędrak” (pendrive). Co jakiś czas w „internetach” toczą się dyskusje domorosłych językoznawców mające na celu odnalezienie polskiego odpowiednika jakiejś świeżo upieczonej technologii, która zaczyna być popularna. Niedawno próbowano wymyślić rodzime określenie terminu „wearables” (małe komputerki mające rację bytu w naszej przestrzeni osobistej, wszystkiego typu smartwatch’e, branzoletki, okulary itp. generalnie wszystko to co możemy na siebie założyć). Znowu była okazja do śmiechu. Z propozycji tłumaczeń, które się pojawiły były między innymi „sprytnosze”, „galanteria elektroniczna”, „elektronika wkładana”, „ubiorotronika”, „elektrodzież”. :)

Osobiście uważam, że język to narzędzie. Niektórzy mają lepsze niektórzy gorsze, jedni dbają o nie, a drudzy ubrudzone i wyszczerbione rzucają w kąt. Co kto robi ze swoimi narzędziami to w zasadzie jego sprawa, jednak jak każde narzędzie język ma swój cel – przekazać komunikat tak, aby jego odbiorca zrozumiał co chciał przekazać nadawca. Dopóki ten cel jest spełniony nie mam jakichkolwiek zastrzeżeń, co do stanu narzędzia. Nie jesteście przekonani, że to ważniejsze od czystości języka ojczystego? Przytoczę więc swoje wspomnienia sprzed niespełna dwudziestu lat, kiedy to z wielkim entuzjazmem i zapałem przeczytałem trylogię Tolkiena. Byłem zachwycony i żałowałem, że to już koniec gdy zamykałem trzeci tom. Trwałem w tym stanie do czasu gdy przeżyłem serię rozmów o książce kończących się konsternację u adwersarzy. „Przecież też to czytali, więc czemu się śmieją jak mówię, że „niziołki z Bagoszna (Włości) w drodze do Tajaru spotkali Łazika”? krzaty jedne.” Od tamtej pory dwie rzeczy się zmieniły, przed przeczytaniem książki sprawdzam, kto ją tłumaczył i jaką ma opinię. Druga, żywię podświadomy wstręt do wszelkich prób tłumaczenia nazw własnych i tytułów.

Kolejny aspekt to wydajność komunikacji, jeżeli mam do wyboru powiedzieć „kabel krosowy” lub „patch cord” i wiem, że odbiorca zrozumie oba to nie mam najmniejszych oporów przed powiedzeniem niepolskiego „patch cord” dlatego, że to 3 sylaby mniej. Dlatego też mówię (polski już) komputer zamiast „maszyna cyfrowa” i interfejs zamiast „międzymordzia”. Choć miło czasem użyć jakiegoś polskiego egzotyzmu, aby zaskoczyć czytelnika, nie jest nudno :). Znajdą się jednak puryści językowi, którzy pewnie się oburzą: „Jak jest polski odpowiednik to powinno się go używać!” Wiecie co? Idźcie wy sobie obejrzeć tą waszą „Szklaną pułapkę” :P.

Przejdźmy zatem do sedna moich wywodów, czyli słownictwa jakiego używamy w odniesieniu do niektórych aspektów infrastruktury sieciowej. Tego z czym mam najczęściej kontakt. Dochodzi tu do pewnych patologii i mógłbym na to liberalnie przymknąć oko, ale niestety warunek jasności przekazu, o którym pisałem wcześniej, nie jest tu niestety spełniony. Mowa oczywiście o tytułowym kablu krosowym i bliźniaczo brzmiącym kablu krosowanym (choć nie jestem pewien czy to poprawna polska nazwa :)). Pewnie cześć z was nie widzi różnicy, żaden wstyd, sam kiedyś nie widziałem, ale od zawsze irytowało mnie to, że jak ktoś mówił „kabel krosowy” to może mieć na myśli dwie różne rzeczy. Do niedawna nawet Wikipedia się myliła (sic!).

crossover

Już poprawiłem i, o dziwo, zmiany zostały zaakceptowane. Ah, można wreszcie spać spokojnie ;)

XKCD:Someone is wrong

W oryginalnym, angielskim nazewnictwie nie ma takich problemów. Mamy więc:

Patch cord (kabel krosowy) – kabel elektryczny lub światłowodowy do łączenia dwóch urządzeń w celu przekazania sygnałów elektrycznych bądź optycznych.

Crossover cable (kabel krosowany, przekrosowany, krzyżowany, i pewnie jeszcze kilka innych) – kabel sieci ethernet, ośmiożyłowa skrętka, w której w odróżnieniu do kabla straight through (prostego) w jednej z końcówek zamieniona są pary 2 i 3, czyli para pomarańczowa z zieloną. Takich kabli używa się do łączenia urządzeń tego samego typu.

Jak sami widzicie kabel krosowany może być patch cord’em. Możecie więc śmiało powiedzieć, że używacie krosowanego kabla krosowego, możecie nawet zaszaleć i powiedzieć, że krosujecie krosowanym kablem krosowym w krosownicy w szafie krosowej (i całe szczęście krosownice nie są skrosowane, bo wtedy dopiero by się narobiło :)).
Nawet gdyby przyjąć, że cała populacja polskich netadminów (no dobra, administratorów sieci teleinformatycznych), przyjmie do wiadomości i zapamięta różnicę, to mamy jeszcze jedną nierozwiązaną zagadkę. Czy krosowanie oznacza podpinanie kabli w szafie krosowej, czy może zamiana par podczas tworzenia kabla krosowanego? Poprawnego znaczenia nie poznacie bez kontekstu.

Takich wyrazów nie uświadczycie w słowniku języka polskiego, dopuszczalny jest co prawda „kros”, ale w nieco innym znaczeniu. W technologicznym żargonie panuje prawdziwy dziki zachód. Skąd wogóle całe zamieszanie wokół kabelków? Podejrzewam, że zaczęło się od tłumaczenia słowa patch panel, który został nazwany krosownicą (bo tam krzyżują się kable, a krzyżownica mogłaby obrażać uczucia religijne), następnie pojawiły się angielskie patch cord’y czyli kable, które podłączamy do patch panel’a, stąd też polskie kable krosowe, które podpinamy do krosownicy. Sam proces podłączania kabli to patching (a w zasadzie network patching, bo po angielsku z kolei ten wyraz ma kilka znaczeń), więc w języku polskim będzie się to nazywało krosowaniem.
Traf chciał, że kabel crossover fonetycznie brzmi niemal jak kabel krosowy i przez to po tłumaczeniu wiele osób mylnie nazywa kabel skrosowany, kablem krosowym.

Żargonów nie da się okiełznać i zamknąć w ramy słownika. Takie języki żyją własnym życiem, a w zasadzie życiem społeczności, która ich używa. To taka trochę partyzancka wersja tradycyjnych języków – nie zawsze da się określić jasne zasady, nie zawsze zgodne z rodzimym językiem, ale zawsze spełniające najważniejsze warunki, czyli jasność i efektywność przekazu (przynajmniej wewnątrz grupy, społeczności, która go używa). Zobaczmy zatem jeszcze jak wygląda popularność opisanych wyrażeń. Test nie będzie dokładny, ale da przynajmniej obraz słownictwa używanego przez polskich internautów. Porównałem najczęściej używane zwroty we frazach wyszykiwania za pomocą Googlowego Adwords.

Więc dla grupy określającej patch cord i kabel krosowy wygrywa „niepolski” patch cord, jego fonetycznie spolszczona wersja też jest dość wysoko w zestawieniu

patchcord_adwords

Dla kabla krosowanego (crossover) wygrywa polskie słownictwo, pewnie ze względu na lepsze brzmienie ;)

crossover_adwords

No i na koniec ta nieszczęsna krzyżo… krosownica (patch panel)

patchpanel_adwords

Podsumowując, drodzy samozwańczy paladyni broniący języka ojczystego, odpuśćcie czasem, szkoda czasu na wymyślanie nowych, polskich słów dla nazw, które już ugruntowały się w umysłach społeczności z których wypłynęły. Niech żargony żyją własnym życiem. Szkoda wprowadzać dodatkowy zamęt w dynamicznie zmieniającym się słownictwie technicznym, nie prowadzi to do niczego dobrego ani nie zwiększa wartości przekazu.

Dziś nieoficjalne credo technologicznego żargonu powinno brzmieć:

Żyj wolny albo szklana pułapka

(Live free or Die hard a.k.a Szklana pułapka 4.0) :D


Podobne Tematy: