Angry Geeks: Po co ten wyścig wersji!?


 

Nie wiem jak dla was, ale dla mnie zmiana numeru wersji aplikacji wiąże się (a przynajmniej powinna) z poważnymi zmianami. Może to być zestaw nowych funkcji, nowy silnik, zmiana interfejsu itp. Numerki po kropce zarezerwowane są do oznaczenia mniejszych zmian. Nie jestem pewien czy są co do tego jakieś standardy, ale większość liczących się deweloperów ma swoje wytyczne, które są mniej więcej zbliżone do tego co napisałem. Zresztą artykuł o wersjonowaniu na Wikipedii wyjaśnia ogólnie zasady, które są na tyle logiczne, że trudno się z nimi nie zgodzić, bądź wymyślić inne. Najczęściej stosuje się więc schemat, w którym pierwsza litera oznacza znaczącą zmianę, kolejna mniejsze zmiany,bądź naprawa drobnych błędów, ostatnia litera to patch – załatanie dziury lub niewielka poprawka.

Zdecydowana większość twórców podąża za tymi standardami. Świat (przynajmniej jego software’owa część) pozostał by uporządkowany, gdyby nie część programistów, napędzana zapewne marketingową magią cyfr, którzy postanowili wyłamać się ze schematu, potraktować numerki jako luźny dodatek do aplikacji i numerować swoje twory według własnego uznania.

Nie jest tajemnicą, że ludzie stawiają znak równości pomiędzy „większe” i „lepsze”. Dotyczy to każdej dziedziny życia i jeżeli nie są to kłopoty lub tribbles’y to jesteśmy bardziej zadowoleni, gdy mamy czegoś więcej (Ok, znalazłoby się pewnie jeszcze kilka przykładów przykrego nadmiaru, ale pomińmy je aby nie rujnować autorowi wywodu). Bezwzględnie wykorzystują to wszelkiej maści marketingowcy bombardując nas coraz to większymi cyferkami w specyfikacjach produktów. Dotknęło to również branży oprogramowania.

Ostatnimi czasy, szczególnie jest to zauważalne w świecie przeglądarek internetowych, w którym co jakiś czas wybucha (a może trwa cały czas?) wojna o udziały w rynku. Teraz zdaje się, że orężem stał się numerek wersji. Zaczęło się od Chrome, który jest jedną z młodszych przeglądarek (oficjalna premiera grudzień 2009). Jako, że oczekiwania były duże (w końcu to wielki Google), programiści dawali z siebie wiele, aby nadrobić różnicę w czasie pomiędzy innymi, obecnymi na rynku przeglądarkami. Zapewne, według Google, zwykli użytkownicy nie potrafią wyrobić sobie zdania na podstawie funkcji i przydatności przeglądarki, a jeden z najbardziej rzucających się w oczy elementów to numerek za nazwą. Posunęli się więc do znanego marketingowcom zabiegu i numer wersji zaczął rosnąć w zastraszającym tempie. W taki sposób już po roku Chrome wyprzedził na tym polu najgroźniejszego konkurenta – Firefoksa (jeżeli można było wtedy mówić o konkurencji, bo wczesne wersje Chroma nie zachwycały funkcjonalnością ani pomysłowością i nazwałbym go raczej „IE z bajerami”). Minął kolejny rok i nasz bohater wyprzedził IE oraz chwilę później Operę. W tym czasie Firefox zorientował się, że trwa wyścig i zaczął gonić konkurenta. Obecnie utrzymują między sobą stały odstęp około pięciu wersji z aktualizacjami co sześć tygodni.

Przez ostatnie lata niewzruszony pozostał IE oraz Opera, którzy swoim tempem wdrażali nowe funkcję i adekwatnie numerowali kolejne wersje (jeżeli mówimy o Operze) oraz łatali dziury i próbowali robić dobry marketing dla starych funkcji (jeżeli mówimy o IE). Niedawno jednak niezdecydowana Opera wykonała karkołomny wyczyn – zrezygnowała z autorskiego silnika przechodząc na wywodzący się z Webkita silnik Blink (ten, który wykorzystuje Chrome). Poczuła pewnie, że taka zmiana do czegoś zobowiązuje i również stanęła do wyścigu (czy na pewno, przekonamy się za kilka miesięcy). Rekompensując opóźniony o kilka lat start postanowiła nieco oszukać i nową (pseudo) przeglądarkę wypuściła od razu w wersji 15 (poprzednia to 12.16). Mało tego, po kilku tygodniach wyszła również wersja 16 i 17. Choć te ostatnie to wersje beta i deweloperska, świadczy to jednak o poważnym potraktowaniu wyścigu.

Zaznaczę. że nie mam nic przeciwko aktualizacjom. Im częściej programy są uaktualniane tym, przynajmniej w teorii, są bardziej bezpieczne, bo zazwyczaj mają mniej dziur. Pamiętacie jeszcze nasz ostatni podcast o przeglądarkach, kiedy Piotr na żywo aktualizował Chrome? Od tamtego czasu zrobił to jeszcze kilka razy. Przyznać trzeba, że główni gracze przeglądarkowych wojen starają się, aby ich produkty były dopieszczone. Po co jednak w przypadku nawet małych zmian podnosić numer wersji? Życzyłbym panom od wklepywania kodu aby, owszem, ścigali się, ale na dodatkowe funkcje, ułatwienia i optymalizację, a nie na numerki, które w tej chwili straciły już jakikolwiek sens. Skoro i tak nie mają znaczenia to zrezygnujcie z nich całkowicie.

Na koniec pochwalić muszę niewzruszonego Lynx’a, który pomimo najdłuższego stażu i rozpoczęcia od wersji 2.0 cały czas ma tę dwójeczkę z przodu, a najnowsza wersja to 2.8.8. To zapewne zasługa, doskonałego od samego początku, silnika renderującego ;).


Podobne Tematy: