Game Dev School – relacja z pierwszego zjazdu


 

Istnieje świat poza wsparciem technicznym! I jest bardzo ciekawy. Wręcz Magiczny, Fascynujący, Hipnotyzujący.

Game Dev to bardzo specyficzna branża. Długo się zastanawiałem, czy pisać na tym blogu o tworzeniu gier. Jak się okazało Game Dev jest bardziej poważny niż się wydawało. To nie jest tylko tworzenie zabawek. To jest biznes, za którym stoi bardzo dużo cyferek. Ma swoją konkretną strukturę, a na zachodzie istnieją wyższe uczelnie specjalizujące się w kształceniu profesjonalistów z tej dziedziny. W naszym kraju też podejmowane są próby “zarobienia” na tym kierunku. Jest kilka uczelni w Polsce oferujących kierunek Informatyka o specjalności Tworzenie Gier.

Niestety ramy programowe uczelni wyższych są bardzo ograniczone wymogami ministerialnymi i studenci o potencjalnie dużych zdolnościach przydatnych dla branży muszą męczyć się z przedmiotami zupełnie oderwanymi od rzeczywistości.Owszem, jeżeli planujesz zostać programistą silnika 3d to idź  na studia. Jednakże, jeżeli chcesz w praktyce tworzyć gotowe produkty, które mają szansę na siebie zarobić to właśnie pojawiła się w Polsce alternatywa – Game Dev School. To dziewięciomiesięczny kurs, który da ci solidne podstawy do zawodu. To od ciebie będzie zależało czy wybierzesz pracę w studio czy pójdziesz drogą niezależną w kierunku Indie.

Dwa tygodnie  temu zacząłem zajęcia kursowe i o ile jestem bardzo sceptycznie nastawiony do wszelkiego rodzaju kursów i certyfikatów to w tym przypadku mogę bez ogródek powiedzieć, że po dwóch weekendach zajęć jestem “Zajarany jak dziecko”. Niestety z przyczyn logistycznych uczestniczyłem tylko w 60% wykładów, ale nic straconego. Zajęcia są rejestrowane i poźniej można je spokojnie obejrzeć i przyswoić w swoim czasie.

A materiału jest sporo.

Pierwsze zajęcia poprowadził Maciej Miąsik. Pan, który w branży jest właściwie od zawsze. Starsi gracze pamiętają pewnie z jego dzieł ElectroBody. Wszyscy oczywiście znają Wiedźmina. Podczas 3 godzin wykładu przestawił nam praktyczny model tworzenia gier. Poruszył takie aspekty jak tworzenie zespółu, który jest krytyczny dla stworzenia udanej produkcji.  Omówił fazy procesu produkcyjnego oraz opisał poszczególne pozycje w branży. A co najważniejsze rozwiał wiele mitów. Jak słusznie zauważył, najważniejsze jest perfekcyjne wykonanie i skończenie gry w 100%. Często to wiąże się z wieloma wyrzeczeniami, obcinaniem projektu i może się to skończyć wykrwawieniem zespołu, tzw Death March. Jednakże najważniejsze jest skończyć grę. W pewnym momencie produkcji trzeba powiedzieć – nie dodajemy już więcej nic. Wykład omawiał jeszcze wiele innych aspektów – od struktur organizacyjnych po kluczowe zagadnienia zarządzania zespołem.

Po Macieju przyszedł Tomek Grochowiak. Postać barwna i żywiołowa. W bardzo energetyczny sposób opowiedział nam jak do tematu robienia gier podejść z zupełnie innej strony. Zamiast pakować się w “sprawdzone schematy” może lepiej “obsysać niszę?”. Tak… ten wykład miał właśnie taką nazwę.

Opowiedział nam jak to zrobić na przykładzie graficznej noweli “Cinders”, która dostępna jest na stronie http://moacube.com i całkiem niedługo w sklepie STEAM (Czeka na Zielone Światło – także jeżeli macie Steam, oddajcie głos na polski produkt).

screen_cind2

Udowodnił, że wcale nie trzeba mieć programisty tworzącego silniki do gier na etacie w swoim zespole. Swoje produkcje robi w Game Maker Studio i nawet daje radę na nich zarobić. Nie powiem ile, ale dochód z Cinders ma pięć zer przed przecinkiem i cały czas rośnie.

W niedzielę mieliśmy spotkanie z Mikołajem Kamińskim aka SOS. Niestety nie byłem na większości wykładu ze względu na utrudnienia logistyczne (Thank you PKP). Bardzo tego żałuję, bo uczestnicy chwalili zajęcia. Pokazał “Robienie Grów” od kuchni: Jakich narzędzi używa, jakie techniki stosuje. Więcej napiszę jak obejrzę materiał z zajęć. A wam polecam w między czasie pograć w McPixela autorstwa SOS’a :)

Photo-41

To be continued


Podobne Tematy: