Recenzja Garden Warfare 2

Kiedy znajomi pytają mnie, jaką grę zakupić dziecku, zazwyczaj odpowiadam pytaniem: „A w co lubi grać i ile ma lat?”. Dowiaduję się wówczas, że standard jest zachowany – ma „kilkanaście i gustuje w strzelaninach”. Ciekawy jestem, co powiedzieliby w sytuacji, gdybym zademonstrował im reprezentanta gatunku, pozbawionego jednak fundamentalnego elementu – rozlewu krwi; za to z fantastyczną, bajecznie kolorową grafiką…

Z oczywistych względów Garden Warfare 2 nie jest tytułem przeznaczonym dla graczy dobijających do przyczółku pełnoletności, ale paradoksalnie jest grą, którą można polecić relatywnie szerokiemu gronu odbiorców; osobom, które lubią miło spędzać czas przed ekranem telewizora lub komputera. Któż bowiem nie chciałby dokopać animowanym nieumarłym wchodzącym na zajęty przez Ciebie teren placu zabaw? Oto bowiem straszliwy doktor Zomboss wygrał zaciekłą bitwę o miasteczko Suburbia, które od tamtego czasu… no dobra, umówmy się – dojrzałym skryptem fabularnym rzeczony tytuł Cię nie ujmie, ale i nie taka jest jego rola.

Rozgrywkę zaczniesz w mieście podzielonym pomiędzy dwie zwaśnione strony – zgniłe cielska i zmutowane rośliny. Wiedzieć bowiem musisz, że nie ma tu niewinnych stokrotek, słodkich groszków czy innego przesłodzonego tałatajstwa. Każda postać jest przeznaczona do jednego celu – eliminacji wroga. Na wielki plus rzeczonej produkcji zasługuje zróżnicowanie postaci (których notabene jest więcej niż w poprzedniej części) oraz rozbudowane drzewko rozwoju każdej z nich.

Gra oferuje kampanię w trybie pojedynczego gracza, opcję rozgrywki wieloosobowej oraz kooperację zarówno sieciową, jak i lokalną. I choć zwyczajowo, nie jest to specjalny wyróżnik (bowiem każda strzelanina takowe posiada), tak w tym przypadku efekt pozytywnie zaskakuje odbiorcę. Zresztą Garden Warfare 2 jest odmienne od innych gier podobnego typu; centrum wydarzeń stanowi miasteczko podzielone pomiędzy dwie frakcje ze współdzieloną jego częścią, w której zawsze pałęta się oponent. Przecież nie ma nic lepszego przed rozpoczęciem właściwej rozgrywki jak dokopanie przeciwnikowi, który zapuścił wici zbyt blisko Twojej lokacji. Podczas spaceru na mieście możesz aktywować poszczególne misje kampanii, przenieść się do rozgrywki sieciowej lub rozpocząć grę, wybierając opcję kooperacji. I choć wymienione tryby są nad wyraz oklepane, trzeba oddać twórcom to co roślinne… no, wiesz w każdym razie o co mi chodzi. Widać, że gra jest dopracowana i nad wyraz rozbudowana. Na nudę – ani Ty, ani Twoja latorośl – z pewnością nie będziecie narzekać. To samo dotyczy warstwy audiowizualnej – jest to majstersztyk najwyższych lotów.

Nie myśl jednak, że będę koncentrował się jedynie na superlatywach recenzowanej produkcji, takowa zawiera również wady. Dla mnie, zaprawionego w cyfrowych bojach wojownika, utrapieniem była mechanika strzelania. Oto bowiem, aby powalić przeciwnika na ziemię, należy poświęcić na to dobrą chwilę. W sumie to oczywiste… bo czy drobnym ziarenkiem grochu albo mikrym fragmentem kukurydzy można wyrządzić żywym trupom jakąkolwiek krzywdę? Niemniej jednak wpakowanie w zgniłe cielsko całego strąka grochu albo pokaźnych rozmiarów kolby niekoniecznie kończy się jego eksterminacją (przyznaję, głupio mówić o uśmiercaniu nieżyjącego zombie). Do tego dochodzi koszmarnie długi czas przeładowania amunicji. Ten sam problem dotyczy oczywiście również drugiej strony konfliktu. Choć wiem, jak kuriozalnie brzmi ten zarzut, jest to realny problem, jaki napotkałem podczas rozgrywki. Zdarza się bowiem, że otoczony kilkoma przeciwnikami nie dawałem rady odeprzeć zmasowanego ataku; zanim potraktowałem jednego wroga odpowiednią ilością warzywnych nabojów, dwaj pozostali zdążyli już spuścić mi naprawdę solidny wpie…

Po dokładnym zapoznaniu się z rzeczonym tytułem i eksterminacji sporej ilości nieumarłych a także wyrwaniu kilku bądź co bądź chwastów – bardzo długo zastanawiałem się nad tym, jak ocenić recenzowaną produkcję. Plants vs Zombies: Garden Warfare 2 wywołała u mnie dosyć mieszane uczucia. Gra prezentuje się fenomenalnie; jest ładna, kolorowa i rozbudowana, posiada całkiem interesujący tryb kampanii dla pojedynczego gracza oraz doskonale przemyślane „Operacje Ogrodowe” w trybie kooperacji, które kontrastowały jednak nieco z trybem rozgrywki dedykowanym większej ilości uczestnikom (zdarzyło się również, że trafiłem kilkukrotnie na problemy z serwerami). Moim zdaniem zbyt mocno promuje ona graczy doświadczonych poprzez system rozwoju postaci, a przecież tytuł skierowany jest także do młodszej gawiedzi. Balans w tego typu rozgrywce powinien być zachowany, a próg wejścia wzorem chociażby Battlefronta winien zostać obniżony do absolutnego minimum. Co nie oznacza, że gra nie jest warta Twoich pieniędzy. Jest, o ile jednak wymienione powyżej wady nie rzutują na postrzegany przez Ciebie całokształt.


Znakomita grafika, świetna zabawa także dla młodszych i rozbudowane opcje rozwoju postaci.

Problematyczna mechanika strzelania, krótka kampania dla pojedynczego gracza oraz kłopoty z serwerami.

Piotr Berent

Piotr Berent od 2002 w pocie czoła pracujący w środowisku IT, obecnie freelancer - Inżynier Systemowy. Entuzjasta wirtualizacji, automatyzacji i rozwiązań opartych o narzędzia open-source.

Przeczytaj także...

Dodaj komentarz