FIFA 17 – zagrać czy odpuścić?

Czymże byłby nowy sezon piłkarski bez kolejnej odsłony FIFY? Najpewniej tym, czym grudzień bez ‘Kevina”. Zamiast jednak dywagować bez celu, przyznać należy, że w tym roku EA stanęło na wysokości zadania.Czy jednak najnowsza odsłona jednej z popularniejszych gier sportowych świata jest strzałem oddanym w dziesiątkę? Niezupełnie! Ale zacznijmy od początku.

Na początku jest trening

A chwilę później są rewolucje! Albowiem Electronic Arts wywróciło wszystko do góry nogami. Odświeżona oprawa graficzna, choć wyglądająca niemal jota w jotę jak ta z poprzednich części, nadal tak samo ociężałe menu, podobnie wyglądający każdy kolejny mecz, te same powtórki (a momentami nawet gorsze, bo kamera z rzadka nadąża za ruchem piłki) paradoksalnie nie przeszkadzają w najmniejszym choćby stopniu. Gra dostarcza bowiem niczym nieskrępowanej zabawy na naprawdę wysokim poziomie. I chociaż identyczne względem poprzedniej odsłony tryby gry nie rażą brakiem pomysłowości a wykupiona licencja przyzwoicie oddaje ducha sportowej realizacji, tak wykonanie rodzimych kopaczy z ekstraklasy (mówiąc delikatnie) nie zachwyca! A wystarczyło przecież przeszperać Google Images, aby upewnić się, że nasi piłkarze różnią się od siebie wyglądem fizycznym i posturą.

Warto zaznaczyć, że gra jest zbudowana na silniku Frostbite. Zestawiając ją graficznie z poprzedniczką jest nieco lepiej, ale mimo wszystko wykonanie gry czapki z głowy nie urywa. Jest przyzwoicie; widać postęp, aczkolwiek przeciętny ustatkowany Kowalski specjalnej różnicy nie uświadczy.

Kiedy trzeba wyjść na murawę…

…zapalają się światła. Oświetlenie boiska w grze bywa dynamiczne, ale nie uświadczysz ruchomego cienia rzucanego przez zadaszenie trybun. Najpewniej według EA przez 90 minut słońce stoi w zenicie.

Pomimo jednak tego, na samej murawie dzieje się naprawdę dużo. Kiedy testowałem tytuł ze znajomym, stwierdziliśmy jedno – FIFA 17 jest grą zdecydowanie trudniejszą niż poprzedniczka, a tym samym bardziej realistyczną niż jej starsza siostra. W nowej odsłonie nie da się przy pełnym przyzwoleniu obrońców wjechać z piłką w bramkę. Należy pogłówkować, wypracować podanie, urwać się obrońcy, a czasem nawet oddać strzał z dystansu. Nieco inaczej wykonujesz także sztuczki techniczne; wprawdzie zgodnie z regułą „hard to learn – even harder to master”, aczkolwiek dopracowanie kilku tricków i ich umiejętne wykorzystanie na boisku daje niemało satysfakcji. Serio!

Mięso, mięso, mięso…

Choć może wydawać się to dziwne, tryb fabularny „Droga do sławy” to najlepsze co mogło przydarzyć się całej serii FIFA, począwszy od czasów FIFA 97 i FIFA 98 (pierwsza z wymienionych wprowadziła pełne 3D, druga… no cóż. Kto nie pamięta sławetnego intra do FIFA 98: Road to World Cup?).

A zatem raz jeszcze – nic lepszego od 1998 roku nie zaimplementowano w serii. Tryb fabularny przewidziany został na około 15-20 godzin zabawy. Choć oczywiście nie jest to historia na miarę Quantum Break, to jednak każdy kto kiedykolwiek pragnął poczuć się jak Maradona z pewnością doceni starania EA i odnajdzie się w rzeczonym trybie wręcz doskonale. Na całą historię składa się jedynak tylko kilka godzin cut-scenek przerywanych meczami oraz treningami. Jeśli jednak miałbym zostać Twoim doradcą, proponuję rozpocząć przygodę z FIFA 17 od trybu fabularnego. Głównie ze względu na łopatologiczne mini-gierki będące treningiem i nauką sterowania, rozgrywki i zachowania na boisku. Warto przebyć całą drogę przez wszystkie treningi od najprostszych po najtrudniejsze, z relatywnie prostego powodu. Ot, choćby dlatego, że nabierzesz więcej umiejętności zarówno w odniesieniu do samego siebie, jak i Twojego wirtualnego bohatera. Ten ponadto za dobrze przepracowany trening otrzymuje uznanie trenera i zdobywa tak bardzo potrzebne punkty umiejętności.

Historia jest oczywiście bardzo oskryptowana, ale pozwala poprowadzić Twojego zawodnika wg własnych, lepszych lub gorszych wyborów. Historia jest w całości ograniczona do realiów angielskiej Premiership, ale za to złożona naprawdę zgrabnie. Co prawda, w okolicach ¾ historii zaczyna się rozważać nad tym, czy aby na pewno EA dostatecznie dobrze opłaciło scenarzystów, gdyż historia gubi się w natłoku meczy do rozegrania (należy rozegrać cały sezon)! Jednak w chwili najgorszego znużenia pojawiają się kolejne napędzające historię wątki, przez co zabawa jest doprawdy znakomita.

FIFA 17, a jej wady

Komentarz w polskiej wersji językowej zawiera nowe elementy, ale przygotowane głównie pod tryb fabularny. Cała reszta jest na co najwyżej średnim poziomie. Marzy mi się polska lokalizacja z udziałem innych komentatorów niż pan Szpakowski, którego uwielbiam za emocje podczas oglądania na żywo meczów w telewizji, a jednocześnie którego formuła w grze bardziej irytuje niż bawi. Nie pomaga tu dograny komentarz pana Jacka Laskowskiego. Co tu dużo mówić – komentarz w języku polskim jest w mojej opinii co najmniej nieudany. Co nie zmienia jednak faktu, że…

Mój ponad dziesięciogodzinny romans z recenzowaną grą oceniam bardzo pozytywnie, choć po wszystkim odczuwam drobny niedosyt. Niby poszczególne elementy układanki dobrze do siebie pasują, ale mimo wszystko brak jest tutaj iskry, która koniec końców odpowiedzialna byłaby za wybuch. Euforii. Jeśli jesteś jednak fanem piłki kopanej, dla samego choćby trybu fabularnego sięgnij po najnowszą odsłonę piłkarskiej zabawy sygnowanej logotypem EA.


Tryb „Droga do sławy” i potężna dawka realizmu, jak również poprawiona grafika i mechanika rozgrywki stanowią o sile tego tytułu!

Błędnie obliczane kolizje piłkarzy i poziom rodzimego komentarza to jednak dwie solidne łyżki dziegciu…

Piotr Berent

Piotr Berent od 2002 w pocie czoła pracujący w środowisku IT, obecnie freelancer - Inżynier Systemowy. Entuzjasta wirtualizacji, automatyzacji i rozwiązań opartych o narzędzia open-source.

Przeczytaj także...

Dodaj komentarz