Pierwszego pendrive’a potrafiącego bootować z wielu obrazów zrobiłem sobie już kilka lat temu. Nie dość, że był niezwykle przydatny, oszczędzał miejsce, to jeszcze uprawniał do pretendowania do miana lokalnego geeka alfa. Nieźle się wtedy trzeba było napocić, żeby wszystko działało jak należy. Ręcznie zainstalować Grub dla USB i kombinować z opcjami w startupie. Jednak efekt