Zatwardziałego windziarza walka z Linuksem: Bede grau w gre

Tym razem nadzwyczajny wstęp ze względu na komentarz jednego z czytelników. Okazało się, że całkiem niesłusznie nazywam linuksa linuksem…

G: … i znowu to robisz…

… a powinienem pisać GNU/Linux. „Skąd taka draka?” zapewne część z was zada takie pytanie, sam nie wiedziałem, ale posiłkowany nadesłanym linkiem zabrałem się szybko za lekturę. Ciekaw byłem co, oprócz pretekstu dla logo, oznacza GNU, no i się dowiedziałem:GNU’s Not Unix. Sprytny sposób na zajęcie czasu co niektórym (to nie Incepcja, nie wchodźcie w to głębiej ;)). Plus za pomysłowy, choć niewiele tłumaczący, rekurencyjny skrót. Sam projekt ma bardzo ideologiczne podstawy, a na celu dostarczanie w pełni darmowy, uniksopodobny system operacyjny. Największą zmorą (przynajmniej tak wynika z komentarzy ;)) wyznawców GNU jest nazywanie darmowych systemów operacyjnych Linuksem. Linux to „tylko” jądro systemu, cała reszta to właśnie GNU, bądź coś co czerpie z GNU. Mimo wielu starań większość ludzi nadal używa (i pewnie tak już pozostanie) obiegowej nazwy. Przez szacunek dla ludzi tworzących podwaliny pod darmowe oprogramowanie oraz projektu, który jest tylko niewiele młodszy ode mnie, postaram się używać określenie GNU/Linux jednak, żeby nie wyjść na sztywniaka co jakiś czas użyję bardziej obiegowych stwierdzeń czyli „linux”, „linuch”, czy „to cholerstwo”

G: Czy ty mnie przypadkiem nie obrażasz?
Ja: Od kiedy ty taki delikatny?

Nadszedł czas, żeby na openSUSE zainstalować sobie coś do elektronicznej rozrywki, wszak człowiek nie robot i pograć czasem musi. Korzystając z dnia wolnego postanowiłem, że „bede grau w gre” (niekoniecznie Tomb Raider) domyślałem się jednak, że nie będzie to takie łatwe.

G: Widzę, że już mnie nieco znasz. My gekony i parzystokopytne krętorogi jesteśmy
stworzeni do wyższych celów niż jakieś tam …gry.
Ja: Sztywniak

Najpierw przyjrzyjmy się więc tym grom, które zostały przygotowane dla systemów GNU/Linux. Na pierwszy ogień poszły gry domyślnie zainstalowane w mojej wersji openSUSE. Tutaj klasyka, w sumie więcej się nawet nie spodziewałem. Proste gry logiczne i planszowe w postaci Mahjongg, Reversi i Sudoku oraz Minesweeper i karty, które pewnie zostały dodane specjalnie dla windziarzy (takich jak ja), aby nie czuli się za bardzo zagubieni. Trzeba przyznać, że sposobów na układanie pasjansów jest jednak dużo więcej niż w okienkach. Ogólnie wybór nie jest imponujący i zadowoli jedynie użytkowników mało zaawansowanych. Przeszukałem zatem dodane wcześniej repozytoria w kategorii „Games”. Wybór jest dużo większy, ale po szybkim zapoznaniu się z listą tytułów, stwierdziłem, że większość to klony gier, które już dawno uzyskały status abandonware. Cieszy natomiast duża liczba gier logicznych i mnóstwo silników gry w szachy, od razu widać specyfikę użytkowników GNU/Linux. Wśród darmowych gier, na które się natknąłem podczas ekspoloracji, największym hitem okazał się być Transport Tycoon Delux o którym wspominałem już na naszym podcascie. Mimo swojego wieku (w tym roku trzeba już wyrobić jej dowód) nadal potrafi przykuć do kompa, a dzięki ogromnej liczbie poprawek i dodatków, można odkrywać ją na nowo. Nowe skrypty AI sprawiają, że wreszcie przeciwnicy stanowią jako takie wyzwanie, w oryginale nie radzili sobie z prowadzeniem firm transportowych.

W sumie to mógłbym pozostać przy tej grze i starczyłaby na jakiś czas, ale człowiek ma niestety naturę odkrywcy i co jakiś czas potrzebuje nowości. Zacząłem więc szukać dalej, tym razem przeszukałem internet na frazę „best linux games”. Trafiłem na kilka zestawień płatnych tytułów. Choć fajne, bo znane mi z Windowsa, to jednak głowy nie urywają i zdecydowanie nie są to tytuły AAA. Większość to małe produkcje, tzw. indyki. Nie mam nic przeciwko takim grom, wręcz przeciwnie, wnoszą powiew świeżości i świetne pomysły do skostniałego świata wielkich tytułów, których producenci stawiają tylko na „bezpieczny zysk” z odgrzewanych co jakiś czas produktów. Jednak czasem chciało by się zrobić coś spektakularnego jak obrona ludzkości przed kosmitami, mutantami, zombie bądź samą ludzkością (a przynajmniej tą gorszą jej częścią). Takich pozycji na linuksa nie znalazłem i pewnie nie szybko znajdę. Być może chłopaki z PaDtV będę mogli coś mi podpowiedzieć. Zresztą większość znalezionych pozycji dostępna była pod Ubuntu Software Center, czyżbym jednak nie wybrał nieodpowiednią dystrybucję?

G: …ale wtedy byśmy się nie poznali.
Ja: Rzeczywiście do końca życia bym sobie nie wybaczył 😛
G: Nie tak się umawialiśmy, to ja miałem być tym cynicznym i sarkastycznym typem

Światełkiem w tunelu jest klient Steam dla Linuksa oraz zapowiedzi Nvidia o pracach nad lepszymi sterownikami do kart graficznych dla tego GNU/Linux. Może większe studia wreszcie zauważą nowy rynek zbytu.

Cheatowanie systemu, czyli Wine

Na „linuksach” podobno można wszystko, a gdybym chciał uruchomić sobie grę z Windowsa? Wirtualna maszyna raczej odpada, akceleracja 3D nie jest wspierana przez wirtualne sterowniki.
Jest jednak jeden (cudowny) wynalazek pozwalający oszukać Windowsowe programy i zmusić je do pracy w GNU/Linux – Wine. Nie liczcie na to, że rozwinięcie skrótu powie wam coś więcej niż GNU – Wine is not an emulator. Prawda, że pomysłowe? 😉 Odnoszę wrażenie, że społeczność wolnego oprogramowania ma problemy z samookreśleniem. Może określają się metodą negacji wszystkiego czym nie są? Mniejsza z tym, ważne, że dzięki skrótowi program zyskał logo i ikonkę sugerującą, że jestem raczej odpowiedzialny (programowy alkomat?) lub mam klasę (katalog win?) niż, że po prostu jestem dużym dzieciakiem. Oprócz tego, że nie jest to emulator, a implementacja WinAPI, wiem jeszcze, że może się przydać do uruchomienia gry. Wybór nie był trudny, niedawno wystartowała open beta Path of Exile (klon Diablo w modelu F2P), więc postanowiłem spróbować. Jest to dość nowa pozycja, więc znalazłem jednie skromne informacje jak uruchomić ja za pomocą Wine. Na szczęście na stronach projektu dostępna jest całkiem pokaźna baza gier i dowodów na to, że działają. Musiałem nieco dodatkowych bibliotek dograć i nieco ścieżki pozmieniać, ale w końcu instalator PoE się odpalił i zaczął działać. Jestem pod wrażeniem, że tak się po prostu da. Instalator nie radził sobie jednak najlepiej z przygotowaniem i skanowaniem miejsca pod instalację, ale to raczej wina samego PoE, a nie „Wina” (być może zwęszył podstęp i bronił się przed nieznaną platformą). Cała operacja zajęła kilka godzin, ale ostatecznie zakończyła się sukcesem. Pełen nadziei odpaliłem zainstalowaną grę i tu nastąpił tzw. klops – błąd akceleracji grafiki, a bez tego ani rusz. Zacząłem szukać, podmieniać biblioteki Wine, mieszać w konfiguracji. Zajęło to sporo czasu, ale wreszcie znalazłem przyczynę – karta graficzna nie ma poprawnych sterowników. Dałbym sobie niemal rękę uciąć za to, że instalowałem jakiś pakiet ze sterownikami. Niestety nie tak to działa. Znalazłem wreszcie sensowną instrukcje jak podmienić sterowniki i zacząłem działać. Trzeba było wyłączyć środowisko graficzne i pracować w terminalu. Po drodze doczytałem się jakie mogą być problemy i w duchu postanowiłem, że jak coś pójdzie nie tak to wracam do windy, bo nie mam czasu spędzać kolejnych kilku godzin na szukanie rozwiązania i naprawę.

G: Mięczak

Ignorując docinki zielonego gada kontynuowałem. Na szczęście sterowniki zainstalowały się bez problemu, a system się nie wykrzaczył. Cały proces instalowania, przypomniał mi nieco lata dziewięćdziesiąte kiedy to próbowało się zmusić do działania, wątpliwego pochodzenia, gry wypalone na CD-R. Sama instalacja i kombinowanie jak je odpalić stanowiło rozrywkę samą w sobie. Wreszcie mogłem uruchomić PoE i o dziwo (pomijając drobny bug dotyczący czcionki) działał całkiem sprawnie. Jestem z siebie dumny za każdym razem gdy ja odpalam. Niech ktoś teraz powie, że gry na konsole dają więcej satysfakcji ;). Nauczyłem się jednak jednego: „Linuksy” nie nadają się (na razie) do gier. Gdy będę chciał zagrać w coś z wyższej półki zainstaluje Windowsa na nowej partycji, a to pewnie będzie podstawą do napisania kolejnych odcinków moich zmagań z tą gadziną.

Seria „Zatwardziałego windziarza walka z Linuksem” zawiera:
Prolog i instalowanie openSUSE
Instalowanie pierwszych aplikacji
KDE4
Bede grau w gre

Przeczytaj także...

7 komentarzy

  1. Andreasan napisał(a):

    „narazie” piszemy osobno 😉

    A swoją drogą bardzo rozbawił mnie fragment: „Odnoszę wrażenie, że społeczność wolnego oprogramowania ma problemy z samookreśleniem. Może określają się metodą negacji wszystkiego czym nie są?”

    • Dariusz Góra napisał(a):

      oops, dział „Korekta i skład” do zwolnienie 🙂
      Za to dział „Szybkiej reakcji w nagłych przypadkach” dostanie premię w tym tygodniu.

  2. Ameba28 napisał(a):

    Na przyszłość polecam PlayOnLinux. Wystarczy w nim wybrać odpowiedni windowsowski program z listy, a on już załatwi całą sprawę konfiguracji wine, instalacji bibliotek itp.

    • flecht napisał(a):

      Chciałem zasugerować to samo.
      Steam na Linuksie działa, a baza tytułów stale rośnie – sam zabrałem się wreszcie za Half-Life’a i chodzi to dość znośnie na mojej ‚karcie graficznej’ Intela.
      Swoją drogą, w archaiczne (i darmowe) GTA da radę grać pod Wine, ale już na Windowsie 7 x86_64* staje się ono niegrywalne.
      Wiem, wiem – Microsoft nazywa to x64, ale tyleż to głupie, co po prostu mylące.

  3. jurand napisał(a):

    OpenArena zapewnia długą grywalność. Jest jeszcze coś o fajnej grafice, ale chwilowo wypadła mi nazwa z głowy.

  4. AdamO napisał(a):

    Linux jest darmowy jeśli twój czas jest nic nie warty …

  5. Mirek napisał(a):

    Nie masz większych problemów w życiu? Pojedź może na audiencję do Billa G, z ucałowaniem dłoni. Co to za problem, jaki system, ja pie***le.

Dodaj komentarz